• links
  • sponsors
  • contact us
About
Poets
Writing
Walking
Cities
Beyond



Julia Fiedorczuk


Brâncuşi w Królikarni

                         Dla Zoë Skoulding

 Nie da się opowiedzieć co mnie tu przywiodło.
Wiersz byłby dłuższy niż to piękne życie.
A ono jest jak światło przecedzone przez sito drzew.
Oczywiście, teraz. W lipcowej Warszawie, którą chłonę ciałem
bezbolesnym od głowy do stóp.

Teraz? Nie mam innego niż ten kadr z balkonem.
Gruba pani odstawia filiżankę, żeby popatrzeć
na chmury, z których potem spadnie krótki, gęsty deszcz.
Kadr opustoszeje, a przekorny wiatr

przyniesie okruchy rozmowy: klacz, jak się dowiem,
miała na imię Larina. „Żyła jeszcze na pewno
w trzydziestym dziewiątym.” To przed Królikarnią.
Starość tych dwojga jest dziwna jak rzeźba.
Czas przed narodzinami, którego nie było.

Czas, „niekończąca się kolumna”,
pcha mnie na ulicę już gęstą od słońca. 
Wszystko szybko znika, oprócz tych dwóch zdań:
„Lubię koło, ponieważ się toczy.
I lubię kwadrat, bo zostaje w miejscu”.


Deszcz

Wiosno, twoje soki
płyną po palcach drzew.
Wiosno, twoje włosy
na których się kładę
żeby być stworzeniem!
Kto powiedział
ludzkie? Kto
cokolwiek mówi?

Coś mnie dzisiaj kocha,
to pewne! Burzo,
czy wiesz co znaczysz?
Twój grad białych kwiatów
dedykujesz komu?
W twoim czarnym domu
pocałunki mnożą się
jak motyle. Twoje ramiona,

wiosno, gdy spadam.
Litości,
Uwierają mnie
twoje łodygi!

 


Nad Warszawą

niebo pęka u dołu: jest miejsce na światło.
Lśniący bursztyn w siwym gnieździe chmur.
Ciało, które patrzy ma skłonność do słów,
składa dłonie w kołyskę i chciałoby nieść prezent.

 Ciało, które patrzy ma skłonność do nocy,
rozbiera się, drży i lgnie do innych ciał.
Lecz to nie potrwa długo. Oblężone miasto.
Noc się właśnie podnosi jak kotka po drzemce,

ociera się o ciało i odchodzi mówiąc
„nic nie rozumiesz”.
Nic nie rozumiem.
Jestem tu przypadkiem.
Sine gniazdo chmur zamknęło się jak pięść. 

Ciało boi się czegoś i chciałoby uciec
tym małym samolotem, który jeszcze                    
                        widać
(a teraz już nie)


Pola Mokotowskie

Co mi po tych chmurach? Deszczu
po coś mi? Po co mi bezdomność
skoro ty nie jesteś

drzewem? Teraz nie do ciebie,
deszczu. Chciałabym się schować
w domu twoich liści.

Kiedy coś zapiszę, to nie muszę
Czytać, uwierz: gdybym mogła
byłabym krzakiem bzu

pod którym odpoczywasz
w ten bezchmurny dzień.
Twój deszcz mnie obezwładnia.


April in Pola Mokotowskie

What's the point of these clouds? Rain,
what good are you? What on earth
is the point of being homeless
if you are not

a tree? No, rain,
not you. I'd like to shelter
in the house of your leaves.

When I scribble this down, I don't have to
read it, believe me: if it were possible
I'd be a lilac tree

under which you'd rest
on a cloudless day.

Your rain overcomes me. 


Translated by Julia Fiedorczuk and Zoe Skoulding

Metropoetica News


Metropoetica in Wrocław

Watch Inside Outside - a film from the Metropoetica poets, shot at a performance in the streets of Wrocław in April 2011

Metropoetica in Riga

"We walked in the wide streets, in the pale grey light. We watched the city, photographed it, filmed it, wrote about it, and watched it looking back at us through closed windows, reflections in passing trams and the inscrutable eyes of statues..."   Responses to Riga from the poets - now available online

Metropoetica in Ljubljana

Listen to a multilingual poem  recording the poets' response to rhythms that run through both the city and through their languages.

News archive